Poniedziałku zgiń!

Nie chwaliłam się jeszcze ale dostałam niedawno pracę. Świetną pracę! W księgowości… to mój zawód, to moje ukochane liczby, to moje wyliczanki księgowanki. :) Pensja mi odpowiada, godziny pracy idealne, bo możemy z mężem zajmować się dziećmi na zmianę. Jeżdżę samochodem drogami, którymi nigdy raczej sama bym się nie wypuściła, bo wszelkie autostrady to dla mnie dżungla…a tu proszę! Radzę sobie! Nabrałam pewności siebie za kierownicą, nie przerażają mnie sznury samochodów na autostradzie ani konieczność zjechania o trzy pasy w prawo. :)
I kurczę…atmosfera fajna, wszystko cacy cacy… Rozwijam się, przypominam sobie wiedzę nabytą w szkole, odpoczywam trochę od dziecięcych wrzasków… Jedynym minusem przeogromnym jest to, że pracę niedługo skończę. W skrócie można powiedzieć, że jestem tam, by zrobić konkretną rzecz i tyle. Nie ukrywam jednak, że bardzo bym chciała, by znalazło się dla mnie jeszcze więcej obowiązków. Takich na kolejne tygodnie i miesiące, a najlepiej lata. :)

No i wiecie…staram się. Nie jakoś specjalnie. Wyszłam z założenia, że skoro mam tam być zaledwie parę tygodni, to chcę wynieść jak najwięcej wiedzy i doświadczenia.  Tak dla siebie, na przyszłość.

water-1002842_960_720
Źródło fotografii: Internet

No i wyszłam dzisiaj z domu skoro świt. Niewyspana ale naładowana pozytywną energią ruszyłam do pracy. Loguję się do programu księgowego, wyskoczył błąd. Loguję się drugi raz, znowu błąd. Hasło poprawne, login też. Byłam tego pewna. Zadzwoniłam do szefowej ale nie odebrała. Wyłączyłam komputer, a ten zaczął się aktualizować…wiecie…minut milion! Przypomniałam sobie, że w lodówce została resztka mojej zupy, którą firma „stawia” pracownikom na drugie śniadanie. Taki krem z pomidorów i papryki…parę łyżek dosłownie. Postanowiłam wykorzystać ten czas na umycie swojego pojemnika. Odkręciłam wodę, wzięłam gąbkę z płynem i pucuję, pucuję… Nagle poczułam na swoich butach strumień wody. Z szafki lało się niesamowicie. Szybko przyszedł mi z pomocą kolega z pracy.

Odkręcił się syfon. Właściwie wypadł…wszystko zalane… WSZYSTKO!! Ręczniki papierowe, płyny, szmatki i gąbki dosłownie pływały w szafce pod zlewem. No i żeby była jasność…w wodzie z resztkami mojej zupy i resztkami zupełnie innej zupy koleżanki z pracy. :) Zapach ( choć nie wiem czy można to tak ładnie nazwać ) papryki unosił się wszędzie…

Oddzwania szefowa.
-Coś się stało?
-Dzwoniłam, bo nie mogę zalogować się do programu.
-Tak, tak…będę za dwie minuty.

No i tak właśnie minęło mi dzisiaj 1,5 godziny pracy…
Na szczęście okazało się, że w syfonie nie było uszczelki i właściwie to kiepsko był zamontowany. Nie moja wina…podobno. :)

Dzisiaj zupy nie zamawiałam… Tak na wszelki wypadek! :p
Taki był mój początek dnia…i początek tygodnia! :)

Pozdrawiam,
M.

3 comments on “Poniedziałku zgiń!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *