O tym jak rower chciałam kupić…

Jakoś tak wyszło, że nie mieliśmy rowerów. Córka tylko co chwilę łapała się na większy model, a my zwinnie za nią biegaliśmy. Postanowiłam więc zaopatrzyć nas w dwukołowce ale żeby nie uszczuplać zbytnio budżetu domowego, sumiennie odkładałam drobne kwoty do koperty, aż uzbierała się niezła suma. Taka ze mnie spryciula! :)

Gdy kasa się już zgadzała, przeszukiwałam wszelkie strony i portale w poszukiwaniu swojego idealnego roweru. :) Po kilku dniach znalazłam. Piękny miejski rower z funkcjonalnym koszykiem na przodzie. Zapisałam stronę w ulubionych i nie wiedzieć czemu postanowiłam, że zamówię go w kolejnym tygodniu. Parę dni później mąż pokazał mi stronę znanej sieciówki sklepów „ze wszystkim”, a tam w ofercie był taki sam rower, tyle, że w „promo”, no i bez koszyka.

Następnego dnia pojechaliśmy do najbliższego sklepu w mieście X. Okazało się, że w tym akurat konkretnym nie ma rowerów w ogóle. Ani jednego! Pracownik podał nam jednak adres innego sklepu, w którym rowery powinny być. Pojechaliśmy tam, no i były, ale inne. Tam obsługa była akurat bardzo konkretna i jeden z panów pokazał mi bardzo podobny rower (właściwie ten sam ale z większą ilością przerzutek i dwa razy droższy). Przymierzyłam, pooglądałam, zachwyciłam się jak małe dziecko. Pan powiedział, że może zamówić mi wybrany przeze mnie rower i będę mogła odebrać go pięć dni później. Poklikał coś w komputerze, sprawdził w systemie i okazało się, że w mieście Y ten mój konkretnie wybrany model jest na stanie i można sobie go kupić na miejscu. Postanowiliśmy nic nie zamawiać tylko kupić osobiście ale, że dzieciaki były pod opieką mojej mamy, chciałam przełożyć zakup na następny dzień.
Po wszelkich kalkulacjach doszliśmy do wniosku, że jadąc tam całą naszą czwórką nie spakujemy już nowego nabytku do samochodu. Uzgodniliśmy więc, że skoro rower mam już przymierzony, odmierzony i dopasowany, mój mąż sam pojedzie go kupić. No i wyruszył rano do miasta Y. :) Tu właściwie zaczyna się cała opowieść.

Siedzę w domu i czekam…Czekam i doczekać się nie mogę, aż mój własny dwukołowiec przekroczy próg naszego mieszkania. Oczami wyobraźni widzę już jak pędzę parkową alejką i muchy wpadają mi do oczu… :)
Dzwoni mąż.
-Czy Ty rozumiesz, że oni w tym sklepie Y powiedzieli mi, że takich rowerów nie ma?! Nie ma i nie było!!
-Co?
-No mówię Ci! Facet mnie kompletnie olewał, a jak mu powiedziałem o jaki rower mi chodzi i za jaką cenę to się zdziwił i powiedział, że w życiu takich rowerów nie było. To ja mu mówię, że widziałem na ich stronie i wczoraj w mieście X nam powiedzieli, że w mieście Y są w magazynie, a on mi mówi, że musiało mi się coś pomylić….
-No co Ty! Poczekaj…sprawdzę!

Odpaliłam laptopa. Trochę to trwało, bo najnowszy on nie jest. Poszperałam, poszukałam i z trudem ogromnym znalazłam promocyjną ofertę.

-No jest! Tyle, że już na ostatniej stronie z ofertami. No ale jest! Ta sama cena co wczoraj, ten sam model.
-Wyślij mi to zdjęcie. Jadę do sklepu X i się dowiem.

Wysłałam. Godzinę później dzwoni ponownie.

-No i co? Załatwiłeś coś?
-Jadę do sklepu  Y…
-Serio? A po co?
-No po rower!
-No przecież nie mają, nie mieli i nawet o takim nie słyszeli.
-Mają! Wyobraź sobie, że pracownik ze sklepu X, zadzwonił do faceta w sklepie Y i zapytał co z tym rowerem. No i ten ze sklepu Y powiedział mu, że JEST GDZIEŚ NA MAGAZYNIE ALE NIE CHCE MU SIĘ SZUKAĆ!!
-No to już jest bezczelne!
-No wiem…ale ja Ci kupię ten rower!

Minęło trochę czasu i znów dzwoni telefon.
-Wracam… z rowerem! :)
-Super!!! Czyli jednak poszukali?
-No…chcieli mi go poskładać w ramach przeprosin ale powiedziałem, że żona chciała koszyk…
-No i co? :)
-No i dostałaś koszyk w gratisie!

Dumna, z uśmiechem na twarzy przywitałam męża w domu. Ten zabrał całą stertę narzędzi i zaczął doprowadzać go do stanu używalności. Stałam obok i cieszyłam się jak małe dziecko.

-Wiesz co… ja chyba ostatni własny rower to dostałam na komunię…i jeszcze mi go ukradli! Tak się cieszę!!

Poszłam przyprawić zupę, a dzieci próbowały udaremnić mężowi pracę.

-Kochanie!!!- słyszę po chwili.
-Co się stało?
-To nie jest ten rower co chciałaś…

Przybiegłam, obejrzałam…

-No cóż… ten jest nawet lepszy!

Po wielu niepotrzebnie przejechanych kilometrach, po kilku straconych godzinach i po wielu zszarganych nerwach, mój mąż wywalczył dla mnie rower. :)
Następnego dnia byliśmy już na wycieczce, a kolejnego na następnej!

13714387_1039384839475957_402400511_n

13714390_1039384802809294_343923006_n

13695083_1039384806142627_219498174_n

Pozdrawiam,
M.

5 comments on “O tym jak rower chciałam kupić…

  1. Matko bosko! A ile paliwa Twój mąż stracił! Toż to powinniście o zwrot zawalczyć za drogę ! A facet w sklepie Y- bezczelny. Masakra. (aż mi się zachciało roweru :-D )

    1. haha :) No straszny typ z niego! Dobrze, że mój mąż nie da sobie w kaszę dmuchać. Chociaż bardziej chyba chciał wynagrodzić mi moje oszczędzanie na konkretny cel i chciał kupić mi ten rower, który sobie wybrałam. :) W każdym bądź razie, w efekcie końcowym, jestem zadowolona. :)

  2. No brawa dla męża się należą. Walczył jak lew o Twój rower. ;) Swoją drogą u nas rower jest obecny odkąd młody skończył 2 lata. Najpierw w koszyku z mamą, a teraz jako 5-latek dumnie sam przemierza kolejne kilometry ;)
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *