Pozwól mi na samodzielność!

W jakim wieku dziecko samo może pójść na zakupy do pobliskiego sklepu? Nie wiem! Nie wiem, bo moje dzieci ewidentnie są na to za małe. Wydaje mi się, że nie da się jednak konkretnie tego określić. Jeden pierwszoklasista potrafi zasznurować buty, drugi nie. Jedno dziecko potrafi policzyć drobne kwoty pieniędzy, drugie jest przekonane, że piętnaście jednogroszówek ma większą wartość niż dyszka.

Ostatnio moja córka mnie jednak zdziwiła.
Siedziałam z dziećmi na placu zabaw obok bloku, w którym mieszka moja mama. Budowaliśmy babki z piasku, a właściwie ja z córką próbowałam, a syn skutecznie nam to utrudniał. Było gorąco. Córka wskazała palcem na osiedlowy sklep samoobsługowy i stwierdziła, że należą nam się lody.

-Mamo, a kupisz mi loda PIGWILKA?
-A jaki to jest lód, ten pingwinek?
-Nie pingwinka tylko BIG MINKA! Tego białego! :D

Pójście do sklepu nie było dla mnie zbyt komfortowym rozwiązaniem. Dzieciaki były całe umorusane piaskiem, a ja umówiłam się z moją mamą, że przed wyjściem do pracy spotkamy się na parę minut. Zaproponowałam więc, że na lody pójdziemy w drodze powrotnej do domu.

-Mamo, ale ja sama mogę pójść do sklepu!
-No co Ty! Przecież Ty jesteś jeszcze za malutka.-powiedziałam głęboko wierząc w swoje słowa.
-Nie jestem! Pójdę po loda i już! Musisz mi tylko dać pieniążka.
-A Ty wiesz, gdzie są te lody?
-No pewnie…One są w takiej specjalnej lodówce.
-A jak pani nie będzie wiedziała jakiego Ty chcesz loda?
-Przecież sama sobie wyciągnę i potem pójdę za niego zapłacić.
-No dobrze ale może pójdziemy później razem, bo ja też chętnie bym sobie zjadła loda.- powiedziałam mając nadzieję, że córka odpuści.
-To ja też Ci kupię!
-Ale ja nie chcę takiego jak Ty.- nadal próbuję postawić na swoim.
-To powiedz jakiego, to ja Ci kupię.
-Ja bym chciała jakiegoś owocowego.
-To przecież Ci kupię tylko musisz mi dać wystarczająco dużo pieniążków.

Sama nie wiedziałam jak mam się zachować. Sklep był zaraz obok, a córka tak bardzo chciała pójść tam sama. Nie trzeba było przechodzić przez ulicę, nie musiałam nawet spuszczaj jej z oczu. Tak bardzo jej zależało, bym pozwoliła jej na chwilę samodzielności. Miałam wrażenie, że dużo bardziej, niż na lodach.
Zgodziłam się. Wyjęłam z torebki parę drobniaków i podarowałam je córce.

girl-535251_960_720

Wraz z jej pierwszym krokiem skierowanym w stronę sklepu, w mojej głowie pojawiały się same czarne myśli. No bo co będzie jak ona nie sięgnie po te lody, albo jak nie będzie takiego jakiego ona chce, albo jak wybierze jakieś droższe i braknie jej pieniędzy, albo jak jakaś naburmuszona ekspedientka ją skarci za to, że grzebie w lodówce, a potem wybiegnie ze sklepu i nawrzeszczy na mnie, że puszczam na zakupy takie małe dziecko. Może przecież zgubić te pieniążki jak będzie wyciągała loda! O ja głupia! Z pewnością je zgubi! Przecież ona ma takie małe rączki! Wtedy pewnie będzie stała na środku sklepu i płakała wniebogłosy. A jak ktoś ją uprowadzi? No raczej nie, bo przecież ja widzę ten sklep i jedyne wejście do środka…. Nie mogłam sobie darować, że się zgodziłam! W pośpiechu wyjęłam syna z piaskownicy, posadziłam go do wózka i cała w piasku pobiegłam w stronę sklepu. Zrobiłam zaledwie dwa kroki…

Ze sklepu wyszło moje dziecko. Całe, zdrowe, uśmiechnięte. W rączkach trzymała dwa lody.
-Mamo, nie było owocowych. Wzięłam Ci takiego samego jak sobie. Tu masz loda, tu resztę, a tu paragon.

Stałam parę sekund jak słup soli, a potem wróciłam z dziećmi na plac zabaw, dumna jak paw!

Chyba muszę bardziej uwierzyć we własne dzieci!

Pozdrawiam,
M.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *