Jak zostałam blondynką.

Mąż mój ma kryzys wieku średniego. Choć to raczej nieprawda, tak stwierdziłam jakiś czas temu. Blond żona mu się wymarzyła. Za bardzo mnie kocha, by wymienić na inną-to pewne. Wyskoczył za to z zaskórniaków i przejął kontrolę nad domem i dziećmi, bym ja spokojnie mogła posiedzieć parę godzin u fryzjera. Fajnie nie? :)

Ale od początku…
Pomysł zmiany koloru włosów nawet mi się spodobał. Obejrzałam „na necie” wszystkie możliwe odcienie i przez kilka dni nie mogłam się zdecydować. Ciągle myślałam o blondzie!! Zadzwoniłam więc do swojej fryzjerki i pech chciał, że nie miała wolnego terminu. Dopiero za trzy dni. Trzy dni! Wiecie co to oznacza!? Trzy dni długiego żegnania się z brązem, trzy dni oglądania wszelkich możliwych blondów, trzy dni ciągłego zerkania w lustro i zastanawiania się czy zmiana będzie dobra czy wręcz przeciwnie. Najgorzej miała jednak moja córka…. trzy dni przystawiałam sobie jej blond kucyka do twarzy. :D „Przymierzałam” i próbowałam wyobrazić sobie jak będę wyglądać. Na trzeci dzień córka uraczyła mnie monologiem: „Jejku mamo, przestań już bo strasznie dziwnie wyglądasz. Wole jak masz swoje włosy.” Ten monolog sprawił, że zaczęłam stresować się jeszcze bardziej. No cóż…raz kozie śmierć, jak to mówią. Zawsze można wrócić do brązu…co nie? :)

Poszłam do fryzjerki. Pokazałam jej zdjęcie wybranego przez siebie wcześniej blondu. Ufam jej… odwiedzam ją od lat, uratowała włosy mojej córki przed drastycznym ścięciem i zawsze potrafiła okiełznać moją czuprynę. Spojrzała babka na zdjęcie i wybiła mi pomysł z głowy. Stwierdziła, że radykalna zmiana koloru sprawi, że za tydzień będę wybierać u niej brązową farbę. Może nawet wcześniej niż za tydzień. Postanowiłyśmy więc zacząć od pasemek, by przyzwyczaić mnie do „bladości”. Siedziałam trzy godziny na fotelu, w większości czasu z folią na głowie. Gdy pasemka były już gotowe sama nie wiedziałam czy jestem zadowolona z efektu. Musiałam się przyzwyczaić. Mąż był nieco zawiedziony, że do domu wróciłam w innym stanie niż się spodziewał ale wytłumaczyłam mu, że nie wszystko w życiu ma się od razu. :) Przez trzy dni kręciłam się wokół lustra jak dzika. Ciągle poprawiałam grzywkę i próbowałam przyzwyczaić się do swojej zmiany. Czwartego dnia, w sposób magiczny wszystko się zmieniło. Przyzwyczaiłam się. Mało tego…zaczęły mnie wkurzać moje własne brązowe pasma…

Zadzwoniłam więc do fryzjerki, by dokończyć to co zaczęłyśmy. :)

Parę dni później znów wylądowałam u niej na fotelu. Siedziałam z folią na głowie, patrzyłam na siebie w lustrze i wyobrażałam sobie ten mega, najlepszy na świecie kolor… Oczami wyobraźni widziałam jak jestem niczym Joanna Krupa, Pamela Anderson czy inna jakaś seksualna niebezpieczna. :) Po wysuszeniu włosów stanowczo stwierdziłam, że z moją wyobraźnią jest coś nie tak. No przecież co to ma być? No co!? Nawet mąż mój własny, nie potrafił określić czy mu się podoba czy nie. Parę minut potrzebował, by się przyzwyczaić, a i tak wydukał wtedy: „Nie no…bardzo ładnie.” Mamie mojej się spodobało.
Brat mój powiedział:
-” No na ulicy to bym Cię olał?”
-”Czyli, że co? Że tak brzydko? Że spojrzeć na mnie nawet nie warto?” :)
-”No, że tak inaczej. Tak nietypowo jak na Ciebie…ale ładnie bardzo.”

Nie wiem… Dałam sobie czas… na przyzwyczajenie. No bo wiadomo było, że przyzwyczaić się będę musiała. Przyzwyczajenie jednak nie przychodzi z odsieczą. No i ględzę i jęczę i narzekam temu mężowi mojemu do ucha. Człowiek biedny słuchać już mnie nie może, bo jakby mało problemów na świecie było… Bo żona blondynką została… W głowie od razu się poprzewracało…W lustro nawet nie spogląda, bo patrzeć na siebie na trzeźwo nie może. :)

No i mówię ostatnio:
-”Nie przyzwyczaję się chyba…Brązowe jednak bym chciała, bo jak żarówka świecąca wyglądam. Z daleka mnie widać…”
-”Przestań już narzekać…przecież mówię Ci, że ładnie…”
-”No ale neonówka jestem… BRĄZ chce! Chyba jednak farbę kupię….”
-”Nie mogę już tego słuchać… ładnie wyglądasz, a wymyślasz. Zostaw te włosy w spokoju.  Jak przefarbujesz to już Ci NIGDY NA FRYZJERA NIE DAM.” :)

O nie! Przegiął. Ja z nim życie całe spędzić chciałam…Do grobowej deski… Starość, młodość i kryzysy wieku średniego. A on tu groźby takie? Że niby w życiu już do fryzjera nie pójdę? W życiu całym moim pozostałym?! Nie! Nie zaryzykuję. Blondynką zostanę. Przynajmniej póki groźby się nie przedawnią, potem albo będę już przyzwyczajona, albo wracam do brązu. Kolor mam już wybrany. :D

No i TADAM!

13329815_1011681688912939_1052957669_n   13335429_1011681692246272_832644463_n

Na zdjęciach lepiej. :)

Pozdrawiam,
M.

6 comments on “Jak zostałam blondynką.

  1. niezbyt fajnie ze z powodu męża, czy jakiegokolwiek faceta kobiety zmieniają kolor włosów, czy tam inne takie w swoim wyglądzie… be yourself

    1. No jasne…tyle, że tu akurat mąż był pomysłodawcą, a ja nakręciłam się jak dziecko…no bo czemu by nie spróbować skoro nigdy jeszcze blond nie gościł na mojej głowie? No i długo chyba nie pogości. :)

  2. A mnie się podoba :) Odszukałam jeszcze specjalnie zdjęcie Twoje w brązach i pasuje Ci i tak i tak. Ale przy tych blondach to oczy takie wyraźniejsze! :)
    Nie zmieniaj!!! :)

  3. Super wyglądasz!!!! Ja też miałam blond przez pewnien czas ale wróciłam do brązu bo za szybko mi odrosty było widać :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *