Wara od mojego męża!

Do mojego męża zadzwonił telefon. To koleżanka, za którą, delikatnie mówiąc, niespecjalnie przepadam.
-”Hej. Wyjeżdżamy na weekend na wieś do mojej siostry, trochę większą ekipą. Planujemy zrobić jakiegoś grilla, posiedzieć trochę, pobawić się. Może zabierzecie dzieciaki i pojedziecie z nami?”
-”Zapytam Moni, ale myślę, że się zgodzi. Będziemy w kontakcie.”
Zgodziłam się. Właściwie to nawet się ucieszyłam, że zwyczajnie zapowiadający się weekend, nie będzie już taki zwyczajny. Na miejscu mieliśmy być późnym popołudniem. Spakowałam torby i sprawdziłam trasę. Nie było daleko. Na myśl o wieczornym obżarstwie, postanowiłam, że wyjadę z samego rana i pojadę tam na rowerze, a mąż z dziećmi i spakowaną torbą pojedzie po obiedzie, samochodem.
Tak też zrobiłam. Rano wsiadłam na rower, z GPS’em w koszyku ruszyłam w trasę. Na miejsce dotarłam parę minut po moim mężu i dzieciach. Wszyscy już byli. Trzy samochody pełne znajomych. Zaraz po przyjeździe zaczęliśmy rozpalać grilla. Mąż zagrał na gitarze parę piosenek, a puste butelki po piwie, po chwili można było znaleźć wszędzie. Ze względu na to, że znajomi byli bardziej męża niż moi, postanowiłam, że na siebie wezmę obowiązek pilnowania dzieci. Przy grillu więc, prawie w ogóle mnie nie było. Późnym wieczorem padłam na małej, rozkładanej kanapie, z nogą swojej córki na brzuchu i pięścią syna na nosie. Mąż też szybko poszedł spać. Mimo wszystko cieszyłam się, że weekend spędzamy poza domem.
d44a169dfaa81c91388c34ec5ee28dbc101
Następnego dnia, większość towarzystwa spijała wszystko co tylko nadawało się do picia, a woń alkoholowa była gęstsza od powietrza. Przy śniadaniu poruszaliśmy chyba każdy z możliwych tematów. Męskie grono zaczęło wspominać imprezy sprzed lat, a kobiety wdały się w temat pracy. Popołudniu ruszaliśmy już do domu. Nie miałam siły na powrót na rowerze, więc postanowiłam wracać samochodem, razem z mężem, dziećmi i rowerem na dachu. Wszyscy żegnali się z gospodarzami i powsiadali do samochodów.
-”Możemy chwilę pogadać na osobności?”- zwróciła się do mnie Krysia, koleżanka męża.
Poszłyśmy za garaż.
-”Wiesz… Od dawna czuję, że jestem zakochana w Twoim mężu. Gdybym nie była pewna, to bym Ci o tym nie mówiła.”
-”Wiedziałam… Nie rozumiem po co mi to wszystko mówisz. Chyba nigdy jeszcze nie byliśmy tak szczęśliwi jak teraz. Nie masz na co liczyć.”
Wróciłam do samochodu, wrząca od złości. Postanowiłam, że nie powiem mężowi o naszej rozmowie…
Ruszyliśmy w drogę. Zatrzymaliśmy się na stacji, by kupić coś do picia i zatankować samochód. Nasi znajomi zrobili dokładnie to samo. Zadzwonił do mnie telefon. To Magda, siostra Krysi.
-”Krysia powiedziałam mi o waszej rozmowie. Nie masz prawa zabraniać im miłości. To, że macie dzieci, nic nie zmienia.”
-”Nie mam zamiaru o tym rozmawiać. Kocham swojego męża i będę walczyć o nasze małżeństwo. Jestem pewna, że jest ze mną szczęśliwy. Nie wiem co planujecie, ale nic nie zniszczy naszej rodziny.”
Rozłączyłam się. Zagotowało się we mnie jeszcze bardziej. Obok samochodu stał Łukasz, nasz towarzysz podróży.
-”Łukasz, wiesz może gdzie jest mój mąż?”
-”Poszedł chyba do ubikacji.”
-”Zerknij chwilę na moje dzieci…”
W oddali zobaczyłam WC. Takie małe, przypominające raczej ogródkowy dołek wykopany do celów specjalnych, schowany za drewnianymi drzwiami.
Zapukałam.
-”Zajęte!”- usłyszałam głos męża.
-”To ja, możesz mnie wpuścić?!”
Weszłam do środka.
-”Słuchaj. Miałam Ci nie mówić, ale przed samym wyjazdem rozmawiałam z Krysią. Powiedziała mi, że od dawna coś do Ciebie czuje. Przed chwilą dzwoniła Magda i bezczelnie powiedziała, że nie mam prawa zabraniać Wam miłości. Zrób z tym coś!”
-”Do mnie też dzwoniła…”
Spojrzałam na męża. Jego oczy były czerwone od powstrzymywania łez. Mina mówiła tylko jedno-”Nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale ja też wolę być z Krysią…”
W jednej chwili poczułam jak świat mi się zawalił. Byłam w stanie powiedzieć tylko : „Aha, rozumiem….” Wyszłam na zewnątrz, stanęłam na trawniku i odpaliłam papierosa. O niczym już nie myślałam.
Po chwili, na ramieniu poczułam dłoń. To była dłoń mojego męża.
-”Kochanie, obudź się, trzeba nakarmić Filipka.” :)

Wstałam… Jak dobrze, że to był tylko sen, a występujące w nim postacie były fikcyjne. :)

Jak to jest, że cudownych i kolorowych snów nie pamięta się dłużej niż 5 minut po przebudzeniu, a takie pamięta się tygodniami? :)

Pozdrawiam,
M.

10 comments on “Wara od mojego męża!

  1. O ludzieee… czytalam nie oddychajac! Juz z przerazenirm w oczach w glowie same zle mysli ale na szczescie na usmiechu sie skonczylo! :D przypomina mi sie sen gdzie moj maz zdradzil mnie ze swoja byla , tygodniami chodzilo mi to po glowie! A najlepsze bylo gdy (czesto gadam przez sen:D) snil mi sie bòb do jedzenia a go uwielbiam i przez sen powiedzialam „kocham cie bob” maz przez kolejne dni wypominal mi jak ja tak moge haha a ze smiechu plakalam i probowalam tlumaczyc ze chodzilo o bòb do jedzenia a nie o jakiegos boba! :D

  2. Ileż to razy mi krwi takie sny napsuły! Ile „odburkiwań” w stronę Igreka było przez to z rana… Nie zliczę ;)

    Ale przyznam się, że czytając tytuł na Twoim fb, a potem czytając wpis lekko się przeraziłam dopiero w momencie ” Mina mówiła tylko jedno-”Nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale ja też wolę być z Krysią…” – wiedziałam,że coś tu nie halo :P

    Ps. Czytając komentarz „K” aż oplułam monitor :D

    Całusy ;*

  3. Zakończenie mnie satysfakcjonuje :D Czytałam akurat posta jadąc po synka do szkoły i chyba wszyscy w busie słyszeli Moje głośne uff :D

  4. „Spojrzałam na męża. Jego oczy były czerwone od powstrzymywania łez. Mina mówiła tylko jedno-”Nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale ja też wolę być z Krysią…” ”

    aż mnie ścisnęło w środku, jak to przeczytałem. DOBRY TEKST! A co do snów, to niektóre faktycznie dają do myślenia i gdy budzimy się, z ogromną ulgą uświadamiając sobie, że był to tylko sen, daje nam to niezłego kopa motywacyjnego, aby docienić to co mamy. Chcę przez to powiedzieć, że te nasze „horrory” mają też swoje plusy :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *