Czy mama ma prawo do czasu wolnego?

Czyż nie jest tak, że im więcej ma się obowiązków tym łatwiej nam się zorganizować? Czasami mam wrażenie, że zupełnie nie dotyczy to dzieci. Milion razy, właśnie miałam sobie zaparzyć kawę, gdy moje dzieci postanowiły potrzebować mnie bardziej niż kiedykolwiek. Nie raz, wyprane ciuchy czekały godzinę na rozwieszenie, bo zwyczajnie nie byłam w stanie dotrzeć do pralki. Parę razy przypaliłam kotlety, bo wystąpiła konieczność nakarmienia młodszego szkraba, a w międzyczasie trzeba było przebrać starszaka, który wylał na siebie cały kubek soku. Często biegam pół dnia jak nakręcona, próbując ogarnąć dzieci, porządek w mieszkaniu i zorganizować jakiś obiad. Najlepiej taki, który wszyscy zjedzą bez kręcenia nosem. Czasami mam wrażenie, że ciągnę za sobą jakiegoś stworka, który rozwala wszystko co dopiero poukładałam! Tak więc, za jego sprawą, gdy dzieci łaskawie pójdą spać, spędzam kolejne godziny na zmywaniu naczyń, zbieraniu okruszków i papierków po cukierkach. Nawet jeśli w domu jest mąż, to córka i tak musi wszystko powiedzieć mamie, zapytać mamę, pokazać mamie…. I tak od rana do nocy: „Mamo muszę Ci coś powiedzieć, mamo muszę Ci to pokazać, mamo chodź, mamo gdzie jesteś, co robisz, a co to znaczy, a po co, a dlaczego…!” No zwariować można. :)
Wychodzi na to, że przez najbliższe 18 lat, nic się nie zmieni!

Czy mama ma prawo do czasu wolnego?
medytacja1-665x309
Oczywiście, że ma! Sposobów na „chwilę dla siebie” jest mnóstwo. Oto kilka bardziej lub mniej sprawdzonych przeze mnie. :)

1. Szkoła.
Gdy tylko odstawiłam od piersi swoją pierworodną córkę, zapisałam się do szkoły policealnej, którą skończyłam z bardzo wysokimi wynikami. Co dała mi szkoła? Co drugi weekend miałam czas tylko dla siebie. Na zajęcia wychodziłam rano i wracałam wieczorem. Czułam, że robię coś tylko dla siebie, a nie dla męża ani córki. Coś co sprawiało mi przyjemność, zwiększało moją wartość w moich własnych oczach.  Sama z siebie byłam dumna, a dodatkowo zawarłam nowe znajomości. :) Dwa lata nauki zleciały bardzo szybko… Przyznaję, że kolejny kierunek znowu chodzi mi po głowie. :)

2. Ruch fizyczny.
Po pierwszej ciąży, z pomocą youtuba, wykonywałam serię ćwiczeń Ewy Chodakowskiej. To była godzinna dziennie, podczas której robiłam coś dla swojego ciała i duszy. Ćwiczyć zaczęłam późno, bo dwa lata po porodzie. Cieszyły mnie widoczne efekty moich ćwiczeń, a po wszystkim padałam na twarz i byłam dumna, że dotrwałam do końca. Dodatkowo, był to czas, który spędzałam na zabawie z córką. Ona, tuż obok mnie, wykonywała wszystkie ćwiczenia po swojemu i była tym bardzo podekscytowana. :) Zdarzało się nawet, że dzielnie mi dopingowała: „No dalej, dalej!” :) Teraz, po drugim porodzie, szybciej podjęłam się aktywności fizycznej. Aktualnie kupiłam miesięczny karnet na siłownię i staram się jeździć tam regularnie, co drugi dzień. Później, może znów wrócę do Chodakowskiej. Świetnym pomysłem jest też bieganie. Osobiście znam kobietę, która od rana do nocy zajmuje się małym synkiem, podczas gdy jej mąż ciężko pracuje. Mimo wszystko udaje jej się biegać codziennie. Wstaje o 6 rano, biega godzinę po parku, wraca do domu, bierze prysznic, wypija kawę z mężem i resztę dnia spędza z synem. Jak widać, dla chcącego nic trudnego. :) Aktywność fizyczna dodaje energii, poprawia humor i z pewnością pozytywnie wpływa na nasz organizm. No i wiadomo… każda kobieta lepiej czuje się w swojej wymarzonej figurze. :)

3. Zakupy.
Każda kobieta uwielbia zakupy. Nawet jeśli nie mamy czasu na chodzenie po sklepach i szukanie dopasowanych koszulek, zakupy spożywcze również mogą być sposobem na chwilę relaksu. Staram się nie chodzić po sklepach z dziećmi. Przedszkolak zawsze znajdzie na półce coś, co właśnie stało się niezbędne do dalszego funkcjonowania, życiodajne żelki, dodające energii ciastka, zapobiegające bólowi brzucha czekoladki… Staram się chodzić na zakupy sama. Powolnym krokiem spaceruję między regałami i spokojnie kupuję potrzebne produkty. Zdarza się jednak, że z własnej woli, biorę jednego dzieciaka ze sobą. Jednego! Mając pod opieką dwójkę, zakupy z jednym to też chwila odpoczynku, a dodatkowo okazja do spędzenia czasu tylko we dwoję. Czasem wkładam do wózka mojego niemowlaka, a męża zostawiam z córką w domu i z uśmiechem na twarzy  kupuję to co potrzebne. Częściej jednak to syna zostawiam w domu, a do marketu zabieram Emilkę. W samochodzie śpiewamy piosenki, w sklepie rozmawiamy na „babskie” tematy i wspólnie szukamy produktów, po które przyszłyśmy i te, których w planach nie było, też. :)

4. Spacery.
Staram się dużo spacerować. Głównie z najmłodszym członkiem naszej rodziny. :) Z córką spacery nie są długie, bo po przekroczeniu dwóch kilometrów zaczyna się marudzenie. Z synem spacery są już dłuższe i mniej męczące. Nikt do mnie nie mówi, nikt nic nie chce. Można iść przed siebie, pchając dziecięcy wózek i marzyć, myśleć, planować. Rzadko kiedy mam okazję wybrać się na spacer z samym synem. Staram się jednak korzystać kiedy się da. Jeśli np. idziemy na obiad do mojej mamy, to mąż jedzie z córką samochodem ( ponad trzy kilometry w jedną stronę to, jak twierdzi, stanowczo za dużo na jej małe nóżki), a ja, jeśli pogoda dopisuje, idę z synem pieszo. Tak samo jest, gdy spotykamy się na ogródku. Tam jest trochę dalej, więc więcej czasu mam dla siebie. :)

5. Książki, filmy, seriale.
Jest jeden serial, który staram się oglądać regularnie. O dziwo, córka szybko zrozumiała, że te pół godziny dziennie to mój czas.  Tutaj, gorzej jest akurat z mężem. :) Filmy za to, oglądam często. Wieczorem, gdy dzieci już śpią, wtulona w męża przeżywam chwile grozy wczuwając się w horrory. :) Z książkami już jest trudniej, bo nie ma sztywnego punktu zakończenia, który da się pokazać dziecku, tak, by wiedziało jak długo musi jeszcze czekać, aż mama skończy. Książki odstawię chyba na starość. :)

6. Blog.
Dla mnie prowadzenie bloga to przyjemność. Napisanie posta, zazwyczaj, zajmuje mi godzinę. Czasami ciężko jest napisać coś jednym ciągiem i do jednego tekstu zasiadam parę razy. Mimo wszystko jest to dla mnie chwila relaksu. Wyrażam swoje myśli, tworzę coś „swojego.” Dodatkowo poznaję innych blogujących ludzi. Są blogi, które czytam z zapartym tchem i ciągle sprawdzam czy pojawiło się na nich coś nowego. Każda osoba, która do mnie zagląda i zostawia komentarz, cieszy. Wtedy czuję, że mój czas i moje stawiane po sobie literki, mają sens. Nawet jeśli komentarz nie jest pozytywny, przyjmuje go z pokorą i cieszę się, że ktoś wyraził swoje zdanie. Aktualnie powstaje 102 post i jest to, swego rodzaju, mój sukces. :)

7. Dzieci poza domem.
Jeśli babcia proponuje zabranie dzieci na spacer, przeważnie się zgadzam. Ona cieszy się, że spędzi trochę czasu z wnukami, a ja mam chwilę spokoju i ciszy w domu. Właściwie, dopiero uczę się korzystania z tego czasu. Zazwyczaj kończy się to tak, że zaraz za zamknięciem za dziećmi drzwi, łapię za szmatę i sprzątam mieszkanie. Dzieci wracają i znów pojawia się bałagan, a mój wolny czas zwyczajnie się marnuje. Ostatnio jednak, mama zabrała dzieci na godzinny spacer, a ja usiadłam na kanapie z kubkiem kawy i oglądałam wszystko co tylko leciało w TV. Nie przeszkadzała mi koszulka rzucona na krzesło, ani miska z resztką mleka po płatkach leżąca na stole. Potrzebowałam chwili odpoczynku, a gdy dzieci wróciły już do domu miałam siłę, by spędzić z nimi resztę dnia, a wieczorem ogarnąć nieład artystyczny panujący w naszym mieszkaniu.

To tylko przykładowe sposoby na spędzenie czasu i krótki odpoczynek od codziennych obowiązków. Jestem pewna, że każda mama znajdzie czas na kawę z koleżanką, zimne piwo z mężem przy filmie, wypad do kina czy samotną przejażdżkę na rowerze. Chwila samotności to nie grzech, a stęsknione za dziećmi, mamy więcej siły i energii do wspólnej zabawy. Zmęczone obowiązkami, nie raz jesteśmy zmierzłe bez powodu, a takim stanem bardziej krzywdzimy nasze dzieci, niż chwilą w ciągu dnia, bez ich towarzystwa. :)

Pozdrawiam,
M.

6 comments on “Czy mama ma prawo do czasu wolnego?

  1. Dziwne jest to, że niektóre kobiety twierdzą:
    Dzieci = brak siebie. Brak czasu.

    A jednak można! Co prawda, znam mnóstwo kobiet, które tak jak Ty świetnie dzielą czas na dzieci i na siebie. Dla mnie – czapki z głów! Coś wspaniałego.

    … poza tym szczęśliwa mama – szczęśliwe dzieci ;)

  2. Niestety są takie mamusie, dla których dziaciaczki to koniec ich świata… No cóż, ja raczej do takich nie należę. Fakt – cały dzień praktycznie spędzam w domu z synkiem, ale też pracuję. Przy komputerze, wieczorami, domowo, ale to zawsze coś, co robię sama. I szkołę policealną też robię. I serial mam ulubiony, który leci prawie codziennie, i książkę czasem poczytam, czasem to nawet z koleżanką gdzieś wyjdę :P Słuszne spostrzeżenie, że im częściej mamy okazję gdzieś wyjść bez dziecka, tym bardziej tęsknimy i bardziej potem doceniamy chwile, które spędzamy z maluchami :)
    Pozdrawiam ! :)

  3. Ja uwielbiam relaks z książką i filiżanką, a co tam , nawet kubkiem, gorącej kawy. Mam na to czas tylko wtedy, gdy syn jest w szkole a roczna córka śpi. Ach rzadkie chwile rozkoszy… ;) A takiej babci, co to chętnie zabiera dwójkę dzieciaków tylko pozazdrościć :) Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *