Remont cementuje związek

Większość ludzi na słowo REMONT dostaje gęsiej skórki. Kojarzy się on bowiem z bałaganem, narzędziami leżącymi w każdym kącie, nieprzyjemnym zapachem farb, sporymi wydatkami, ciężką pracą, kurzem, a na końcu z mopem, szmatami i setkami litrów płynów. Spora część społeczeństwa decyduje się więc na ekipę remontową. Z tym też różnie bywa. Trzeba pilnować, doglądać, a i tak efekt nie zawsze nas zadowala. Nie wspomnę już o dodatkowych kosztach. W końcu trzeba zapłacić za wykonaną pracę! My jednak widzimy pozytywne strony remontu!
ludzie-z-farbami-pozyczka-na-remont
Gdy zdecydowałam się zamieszkać z moim mężem (wtedy jeszcze chłopakiem), zaproponowałam byśmy uwili gniazdko w mieszkaniu, w którym spędziłam całe dzieciństwo. Od jakiegoś czasu mieszkałam w innym miejscu, a to mieszkanie czekało, aż zechcę się usamodzielnić. Nie było zbyt atrakcyjne. Brak ogrzewania, ciepła woda tylko z bojlera, a na ścianach wychodził grzyb, zwłaszcza przy oknach. Ze względu na to, że jest to mieszkanie poddaszowe, zimą jest okropnie zimne, a latem nawet w samej bieliźnie ciężko jest wytrzymać. Ze względu na niskie koszty utrzymania, idealne było na sam początek wspólnego życia. Mama wynajmowała to mieszkanie młodej parze, zbierającej na kupno własnych czterech ścian. Gdy umowa najmu dobiegła końca, wyprowadzili się, a już następnego dnia zapakowaliśmy cały bagażnik w najpotrzebniejsze rzeczy i rozpoczęliśmy przeprowadzkę. Otwarliśmy drzwi kluczem i przeraziliśmy się. W mieszkaniu śmierdziało i było brudno. Ściany przy oknach, przedpokoju i w łazience, porośnięte były grzybem, meble kuchenne wysmarowane tłuszczem, a stołki i szafa obklejone czarno-białymi gazetami. Jedyne na co mieliśmy ochotę to zamknąć drzwi i ewakuować się stamtąd raz na zawsze. Pewnie tak bym zrobiła, gdyby nie charakter mojego męża. Wypakowaliśmy rzeczy z samochodu i pojechaliśmy na kawę do jego babci. Ona znajdzie wyjście z każdej sytuacji. Gdy opowiedzieliśmy jej o grzybie na ścianach, pogrzebała w szafkach, poszła do piwnicy i po chwili przyniosła buteleczkę z żółtym płynem. Do tej pory nie wiem co to było, ale kazała wypsikać tym ściany i opuścić mieszkanie na 24 godziny, a potem przetrzeć suchą szmatką. Tak też zrobiliśmy. Od tamtej pory po grzybie nie ma ani śladu. Gazety wyrzuciliśmy, większość mebli też. Mniejszy pokój pomalowaliśmy trochę na brązowo, trochę na kremowo. Postawiliśmy szafę, którą zabrałam ze swojego pokoju. W piwnicy znaleźliśmy łóżko piętrowe, na którym spałam z bratem, gdy miałam 13 lat i dwa materace, w całkiem dobrym stanie. Mąż kupił parę desek i gwoździ. Już tego samego dnia, w sypialni stało wielkie, małżeńskie łoże. Do większego pokoju kupiliśmy wielki, biały, długowłosy dywan w promocji, fioletowe tapety i farbę podobnej barwy. Kupiliśmy dwa małe fotele, a kanapę, telewizor, szafkę, stolik i biurko przynieśliśmy z naszych dotychczasowych pokoi. Kuchnię i łazienkę też wytapetowaliśmy, a w przedpokoju położyliśmy tynk, który został mojej cioci po remoncie u nich w domu. Nie było go dużo, więc braki na ścianach zakryliśmy garderobą i wiszącym lustrem. :) Wszystko robiliśmy sami, doskonale się przy tym bawiąc. Nie wszystko było idealne. Kupiliśmy obicie na drzwi, które mimo wszelkich starań położyliśmy strasznie nierówno. Początkowo spaliśmy w swetrach, okryci stertą koców, a do sesji uczyłam się na podłodze, przy małej lampce. Kupiliśmy grzejniki elektryczne i już po dwóch tygodniach, mieszkanie w pełni nadawało się do normalnego życia. Choć remont nie kosztował nas dużo, było bardzo ładnie i przytulnie. Czasami remontowaliśmy po nocach, czasami coś szło nie po naszej myśli, ale wspólna praca bardzo nas do siebie zbliżała. Gdy byliśmy już bardzo zmęczeni, włączaliśmy komputer i graliśmy w „mario” popijając drinki. Po paru miesiącach zdecydowaliśmy się na wymianę pralki, lodówki i bojlera. Gdy zaszłam w ciążę, do sypialni wstawiliśmy łóżeczko, a ścianę nad nim obkleiliśmy kolorowymi, dziecięcymi naklejkami ściennymi. :) Ze względu na elektryczne ogrzewanie, poddaszowe mieszkanie sąsiadujące ze strychem i towarzyszącą temu wilgoć, po dwóch latach tapety zaczęły odpadać. Biały dywan przy dziecku i labradorze szybko poszarzał i stał się zbiorowiskiem sierści, a wieloletnie linoleum wyłożone na podłodze kuło mnie w oczy. Trzy miesiące przed drugimi urodzinami córki, zdecydowaliśmy się na drugi remont. Zlikwidowaliśmy sypialnię i urządziliśmy dziecięcy pokój. Sufit wyłożyliśmy styropianem i zagipsowaliśmy tworząc fikuśne wzorki. Podłogę wyłożyliśmy ciepłą wykładziną dywanową, a na ściany położyliśmy nowe tapety. Kupiliśmy dziecięce mebelki. Pokój nabrał nowego życia. W salonie zrobiliśmy to samo. Ociepliliśmy sufit i ścianę dzielącą nas od strychu. Położyliśmy tapety i wykładzinę dywanową, a niektóre miejsca uraczyliśmy ozdobnymi kamieniami. Tu nie było jednak tak łatwo. Jednego dnia z sufitu odpadł styropian, a tapeta położona na skosach zabawnie zwisała ze ściany. Pojedyncze kamienie popękały, a gdy chcieliśmy powiesić telewizor na ścianie, okazało się, że jest ona wykonana z piasku. Dziury można było robić palcem. Tapetę trzeba było zdjąć i nałożyć na nowo. Gdy wszystko było już gotowe, postanowiliśmy przesunąć ciężką szafę. Obiecałam mężowi, że przytrzymam ją z jednej strony. Nagle usłyszałam trzask i zobaczyłam szafę wbitą w ścianę. Tę samą, którą reperowaliśmy po próbie powieszenia telewizora. :) No cóż… :) Największy problem był jednak z kanapą. Kupiliśmy dużą, rozkładaną sofę. Taką, na której można się wyspać w nocy, a za dnia ugościć grupkę znajomych. Gdy tylko dotarła do naszego mieszkania, okazało się, że nie przejdzie przez nasz ciasny przedpokój. Przywieźli nam ją w trzech częściach. Mąż z moim bratem, pół dnia siłowali się by jakimś cudem przepchać je przez drzwi. Byłam pewna, że za chwilę wrócimy z nią do sklepu i wymienimy na coś mniejszego. :) Nie wiem jak to zrobili, ale w końcu im się udało. Skuwając stare kafelki w łazience, odpadło nam sporo ściany, a w jednej z nich znaleźliśmy stary, męski sweter. Najwyraźniej ktoś kiedyś, użył go, gdy brakło gipsu. :) Dziś jestem zadowolona z wyglądu swojego mieszkania. Do szczęścia brakuje mi tylko remontu kuchni, który pewnie niedługo nastąpi. Choć oboje podczas pracy byliśmy padnięci, to wspomnienia pozostaną do końca życia. Ciężko jest opisać każdą wyjątkową chwilę, którą razem przeżyliśmy przy tej okazji. Każda dziura w ścianie, pęknięta kafelka, wkręcona śrubka, zbliżyły nas do siebie. Każdy kawałek ściany przypomina o ciężkiej pracy w środku nocy i kanapkach jedzonych na podłodze wśród pyłków i kurzu. Wszystko to dzięki moim doborom kolorów, umiejętnościom i pomysłowości męża, narzędziom sąsiada mieszkającego piętro niżej, współpracy i wytrwałości. Wszystko niskim kosztem. Nie wiem jak to się dzieje, ale zawsze uda nam się znaleźć coś w promocji. Coś co akurat nam się podoba i pasuje do naszego wnętrza. Dodatkowo mąż potrafi ze starych mebli stworzyć coś nowego i nowoczesnego, a z wiaderkiem gipsu i farby zdziałać cuda. A co dla mnie najważniejsze to słowa męża, mówiące o tym, że choć mieszkał już w wielu miejscach, nigdzie nie czuł się tak dobrze. Tak jak w prawdziwym, rodzinnym i ciepłym domu. To jednak, niekoniecznie jest zasługa ścian, a tego co się w nich dzieje! Jeśli znów zechcemy coś wyremontować, z pewnością zrobimy to własnymi rękami, razem… :)
A może kiedyś sami zostaniemy profesjonalną ekipą remontową! Kto wie… :)
Pozdrawiam,
M.

9 comments on “Remont cementuje związek

  1. my osiem miesięcy temu też wojowaliśmy z wykończeniem mieszkania… tylko do płytek łazienkowych mieliśmy „fachowca” (tylko z nazwy, niestety), a całą resztę zrobiliśmy razem (proporcje: mąż 90%, ja 10%) :P ściany, panele, cegła w salonie, skręcanie mebli… mnóstwo pieniędzy zaoszczędzonych, mnóstwo nerwów zszarganych, ale satysfakcja z efektu końcowego, czyli mieszkania w miejscu zrobionym prawie w 100% przez nas – bezcenna :D
    pozdrawiam i zapraszam do siebie: http://www.subiektywna-ja.blog.pl

  2. Ta firma remontowa to dobry pomysł – jeszcze taka w stylu jak udoskonalić starą łazienkę niskim kosztem, czy coś w ten deseń ;) My też tak kombinowaliśmy z moja kawalerką po dziadku. Była taka nasza, aż smutno się było przeprowadzać.

  3. Widać, że zgrane z Was małżeństwo! Ja remonty wolę robić sama. Kiedy zdecydowaliśmy się na odnowienie ścian, mąż powiedział, że jak wróci z delegacji to weźmie się za malowanie. Pomyślałam: O nie! Znając życie remont trwałby tydzień, do sprzątania byłoby dwa razy więcej itp. Nie muszę chyba mówić jaka była mina męża kiedy wszedł do domu, a mieszkanko odnowione, pachnące i piękne;) Pozdrawiam

  4. My na szczęście remontu nie zdazylismy wspolnie przejsc, Ten Mezczyzna malowal jedynie swoim rodzicom kuchnie w nowobudowanym domu. Pomalowanie JEDNEJ KUCHNI zajelo jemu…3 tygodnie. Dlatego ciesze sie, ze zaden wspolny remont na ans nie spadl w trakcie wspolnego zycia, bo pewnie jak ze wszystkim i z tym tez musialabym sobie poradzic sama… :)

  5. Witam, korzystał ktoś może z usług od http://oferia.pl Interesuję się właśnie zleceniem im remontu poddasza. Jak miał ktoś z nimi jakieś doświadczenie to proszę o jakieś opinie. Z góry dziękuję.

  6. Każdy większy remont to nowe anegdotki. Znam podobne historie o szafach w ścianach i za dużych meblach, ale sweter jest nowością :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *